Listy do rodziców: jak sobie poradzić?
Odnalezienie się w nowej sytuacji jest wyzwaniem. Zapraszamy do lektury listów do Was, Rodziców — z perspektywy dziecka, psychologa, a także innych rodziców w Waszej sytuacji.

List od Waszego dziecka
To ja, wasz Okruch, Okruszek. Jestem z Wami już od dawna. A to jest pierwszy list, który do Was piszę.
Przeczytaj cały list →
Mamusiu, nosiłaś mnie pod sercem, gdy Tatuś gładził Cię po brzuchu, w którym bezpiecznie czekałem na spotkanie z Wami i moim Rodzeństwem. A wiesz Tatusiu, że wtedy i mnie głaskałeś?
Teraz już jestem, mam rodziców i rodzeństwo, z którym tak bardzo chciałbym już być w naszym domu.
Jednak wiem, że jeszcze jestem tutaj w szpitalu i w sumie powiem Wam, że jest spoko – mam tu dużo kolegów i koleżanek, miłe Panie pielęgniarki przychodzą mnie po gilgotać po brzuszku – ostatnio jedna nazwała mnie truskaweczką – jeszcze nie wiem co to znaczy, pomyślałem że musi to być coś fajnego. Są tez dni, w których nie wiem, co się dzieje, bo śpię spokojnie, przychodzi Pan doktor z wielkimi brwiami i mówi, a potem ciągle mi coś wtykają. Nie jest to fajne, ale może dzięki temu szybciej będę z Wami. Czuję Mamusiu, jak się martwisz i smucisz, wiesz…, to że wyszedłem już z brzucha, nie znaczy, że nie wiem, co czujesz. Czuję, że bardzo się o mnie martwisz i stresujesz, gdy nie przybieram na wadze.
Wiecie co? Chciałbym Was o coś prosić. Proszę, żeby nie było Wam przykro, gdy w myślach szukacie rzeczy, które mogliście zrobić inaczej – bo może pomogłyby i nie leżałbym tutaj, a może nie, kto wie? Pamiętajcie, że mam instynkt, który pomaga mi radzić sobie z tym, co trudne. Jedyne czego mi potrzeba, to żebyście trochę opanowali swoje strachy, bo z nimi trudno mi będzie się rozwijać. Czasem trzeba ryzykować, być odważnym. Aaaa i dużo pytać, w tym mam zamiar być mistrzem, bo nawet oczami, nogami, rękami, językiem mogę spytać.
Spodobało mi się tu na Świecie, zostaję!
Kocham Was i czekam kiedy będziemy już razem. Nic więcej nie potrzebuje, tylko Waszej bliskości i miłości. Może czeka Nas trudna droga, nie zawsze prosta, pełna ciekawych zakrętów. Czuje, że to co nas poprowadzi, to miłość i przytulanie, Dużo przytulania.
Pamiętajcie : KOCHAM WAS!
Ściskam Kochani,
Wasz Okruch Nadziei

List rodzeństwa do Rodziców
Gdy powiedzieliście nam, że nasza rodzina się powiększy, ucieszyliśmy się, ale był to jeden z ostatnich wspólnych momentów, gdy byliśmy całością. Teraz my, czujemy się tak samo zagubieni, bezradni, przestraszeni jak Wy. Naszymi wygłupami usiłujemy Was rozbawić, ale czasem nam to nie wychodzi i tylko Was denerwujemy. Gdy ostatnio robiliśmy Wam śniadanie przypadkowo pękł nam talerz, naprawdę, nie chcieliśmy nic zbroić. To, że czasem coś z rąk nam wypada, to dlatego, że bardzo się smucimy i stresujemy. Mamy rodziców, a jakbyśmy ich nie mieli. My też się martwimy o małego Okruszka, który leży sam w szpitalu i nikt nie może go nawet dotknąć. Staramy się znaleźć sposoby, żeby zwrócić Waszą uwagę, choć ostatnio tego nie dostrzegacie. Gdy wybuchamy płaczem, to dlatego, że nasze potrzeby są od tak dawna niezauważane. Zdarza się nam wybuchnąć złością, dlatego, że chcemy być usłyszani, że też tu jesteśmy i też nie potrafimy poradzić sobie z tą stresująca sytuacją. Potrzebujemy Was, potrzebujemy Waszej miłości i uwagi. Wiemy, że teraz jesteście skupieni na potrzebach malucha, jednak my też chcemy być widziani!
Przeczytaj cały list →
Czujemy się niewidzialni, gdy nas nie słyszycie – patrzycie, a nie widzicie. A my jesteśmy realnymi osobami, starszym rodzeństwem, jesteśmy częścią naszej rodziny. Mamusiu, Tatusiu, proszę usłyszcie nasze potrzeby, dostrzeżcie nas, nam wystarczy jedynie przebywanie z wami, uwierzcie, że mamy wewnętrzną mądrość, co i jak zrobić, bez nakazów z waszej strony. Gdy nas zauważycie, zrozumiecie jak wiele już wiemy i rozumiemy z tej trudnej sytuacji. Kochamy Was najmocniej na świecie i jesteście najwspanialszymi Rodzicami, jakich tylko mogliśmy sobie wymarzyć.

List psychologa do Rodziców
Okoliczności, w jakich się spotykamy, nie są zwyczajne. Mimo że kiedyś byłam w podobnej sytuacji jak Wy, nie ośmielę się nawet porównywać. Każdy z nas ma prawo do własnego osobistego przeżywania tego, co dzieje się w naszym życiu. Jedno, co wiem, to to, że jest Wam trudno i że, jeśli dacie sobie szansę i czas, to z wszystkim sobie poradzicie!
Przeczytaj cały list →
Jesteście jeszcze w szpitalu. Może się zdarzyć, że to będzie długi czas. Jesteście przerażeni, bezsilni, balansujecie między radością i euforią a czarną rozpaczą. Każdy dźwięk telefonu stawia Was na równe nogi, bo to może być wiadomość z oddziału. Każdego dnia mierzycie się z trudnościami, troską i lękiem.
Nie tak miało to wyglądać, prawda? Jeszcze chwilę temu marzyliście, planowaliście, wyobrażaliście sobie, jak to będzie, jak Wasze Dziecko będzie się rozwijać, do kogo będzie podobne, jak będziecie się bawić… A teraz co? Nawet nie możecie wziąć go na ręce… Zamiast w domu – przesiadujecie na szpitalnym oddziale. Zamiast balonów, kupujecie pojemniki na mleko. Zamiast rozmów z rodziną, kontaktujecie się najczęściej z lekarzami i położnymi… I jak o tym powiedzieć rodzinie? Znajomym? Jak poinformować w pracy? Co dalej? Zewsząd słyszycie: musicie być silni! Nie wolno Wam się załamać, płakać! Wasze Dziecko Was potrzebuje! To prawda – Ono Was potrzebuje każdego dnia, ale Wasza siła to nie udawanie, że nie macie emocji. Wasz strach i lęk, czasem złość i frustracja są absolutnie naturalne! A teraz jest właśnie czas na płacz, krzyk i bunt. Na pytania: dlaczego ja?! Dlaczego to nam się przytrafiło?! Obawiam się, że nie znajdziecie na te pytania odpowiedzi. Ważne jest, abyście dali sobie prawo do tych emocji, do zadawania pytań, do poszukiwania ukojenia. Znowu to powtórzę – potrzebny jest Wam czas! Do niczego się nie zmuszajcie i dbajcie o siebie.
Wasze emocje, takie jak gniew, rozczarowanie i następnie poczucie winy są całkowicie naturalne i adekwatne, i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Tłumienie uczuć nie spowoduje, że znikną, wręcz przeciwnie! Skumulują się i wybuchną w najmniej odpowiednim momencie wobec postronnych osób. To ważne, żebyście mówili o sobie, o tym, co czujecie i przede wszystkim: czego w danej chwili potrzebujecie! Nie próbujcie być superbohaterami – chociaż dla mnie już nimi jesteście. Bohaterowie też potrzebują pomocy i wsparcia. Muszą mieć siłę, żeby trwać przy swoim Dziecku, uczyć się zajmować nim, wspierać w rozwoju. Czeka Was wiele wyzwań. Musicie więc mieć siłę!
A teraz mam dla Was dziwną radę… Ale weźcie ją na poważnie, bo wiem, co mówię! Zanim Wasze Dziecko opuści oddział, ale będzie już stabilne i będziecie mieć w miarę mocne przekonanie, że jesteście na prostej – zadbajcie o siebie i Waszą relację partnerską! Tak! Właśnie teraz! Idźcie na randkę: kolację, spacer, do kina. Nie zapomnijcie o sobie! Rodzice dzieci z wyzwaniami rozwojowymi często tak pochłonięci są opieką nad potomkiem, że zapominają o sobie i swoim związku. A to jest właśnie to, co da Wam wsparcie i siłę w tych najtrudniejszych chwilach! Nie zapomnijcie o tym, co Was łączy i co daje Wam poczucie wspólnoty: wspólna sypialnia (nie chodzi tylko o seks 😉 ), wspólny stół i posiłek, wspólne zainteresowania i czas spędzony beztrosko, bez myślenia o trudnościach, a czasami nawet chwila zapomnienia, również o Dziecku (tutaj nieocenieni bywają Dziadkowie!).
Jesteście wspaniali! – bo Wasze Dziecko wybrało Was, wiedziało, że sobie poradzicie. Jesteście dzielni! – nawet jeśli czasem Wam płyną z oczu łzy. Jesteście silni! – bo nie zapadliście się w rozpaczy, ale krok po kroku przezwyciężacie napotykane trudności. Podziwiam Was i przytulam. Ja – mama skrajnego wcześniaka. Ja psycholog.
Joanna Żółkiewska, mama Stasia, skrajnego wcześniaka (25 tc., 850 g i 37 cm)

List mamy i taty do rodziców
Gratulacje! Macie Państwo zdrowe, różowiutkie dziecko, możecie je Państwo przytulić…
Przeczytaj cały list →
…nie tych słów Państwo nie usłyszeliście, one nie były kierowane do Was. Jedyne dźwięki, które dochodzą do Waszych uszu to piski wydawane przez aparaturę medyczną, przyciszone i nerwowe rozmowy lekarzy i położnych, bicie zlęknionego własnego serca. Strach sparaliżował każdą komórkę Waszego ciała. Świat się zatrzymał, wszystko dzieje się poza. Nie możecie przytulić Waszego dziecka, nie słyszycie jego płaczu, nie zadzwonicie do rodziny z nowiną, że macie córkę czy syna, nie wyślecie zdjęcia różowego, pulchnego dziecka… przynajmniej nie teraz.
Prawdopodobnie sytuacja potoczyła się niespodziewanie, poród nastąpił nagle. Przecież jeszcze trzy miesiące, jeszcze miesiąc, nie dziś, nie teraz. Nic nie jest przyszykowane, nie ma łóżeczka, wózka, przecież nawet torba do szpitala nie była spakowana. A jednak. My również zostaliśmy rodzicami dziecka, które przedwcześnie przyszło na świat. Tak nagle, tak cicho. Mała kruszyna, mieszcząca się na dłoni lekarza.
A my rodzice pozostaliśmy sami, z ogromnym strachem, tak bezradni, jedynie z nadzieją i wiarą. I ogromną miłością.
Jestem mamą Hani, która urodziła się w 28. tygodniu ciąży. Choć była to ciąża podwyższonego ryzyka, prawie do końca wszystko przebiegało prawidłowo. Nikt na żadnym etapie nie wspomniał, że poród może nastąpić przed wyznaczonym terminem. Wszystko zaczęło się w dzień matki 26. maja… dzień, w którym stawałam się Mamą. W ten dzień zaczęliśmy walczyć o życie i zdrowie naszego dziecka. Półtorej doby ciągłej kontroli czynności bicia serca dziecka i czynności skurczowych, i nagła decyzja „robimy cięcie”. Na blok operacyjny wjeżdżałam z szeptem „tylko proszę ratujcie moje dziecko”. Była noc. Ciemna i głucha.
Hania przyszła na świat w nocy 28. maja. Ważyła 845 gramów, mając zaledwie 34 cm. Nie usłyszałam jej płaczu, ani nawet kwilenia. Nie mogłam jej dotknąć ani przytulić, ja jej nawet nie zobaczyłam! Kątem oka widziałam tylko, jak w inkubatorze ją gdzieś zabierają. Nie było gratulacji, nie było łez szczęścia. Jeszcze przed chwilą pod moim sercem, a teraz…
A teraz Hania ma 4 latka i jest drobną, ale żywiołową i zdrową dziewczynką. Początki oczywiście były bardzo trudne. Do dziś wspomnienia tamtych chwil wywołują ogromne emocje i łzy. Prawie dwa lata pod opieką wielu specjalistów. Długie godziny ćwiczeń. Wiele nieprzespanych nocy. Nieustanne sprawdzanie oddechu dziecka i ogromny strach…, ale ten pozostanie już pewnie na zawsze.
Wiem, że teraz jest niesamowicie trudno, że jedyne, o czym Państwo marzycie, to zasnąć na ten czas i obudzić się, kiedy będzie już po, kiedy wszystko będzie dobrze. Wiem, że teraz macie tylko dwa pytania „czy będzie żyło i czy będzie zdrowe”? Ale proszę, nie poddawajcie się, nie przestawajcie wierzyć. Mama i Tata muszą wierzyć do końca. Bo kto, jak nie Wy dodacie tej maleńkiej istocie siły do walki? Do walki stajecie teraz. Teraz długie dni spędzone przy inkubatorze, wiele pytań, z których część zostanie bez odpowiedzi, wiele niezrozumiałych sformułowań lekarzy. Ale proszę uwierzyć, że Państwa dziecko jest teraz w najlepszych rękach. A Wy macie ogromne pokłady siły, o których wcześniej nie wiedzieliście.
Czy da się oswoić z tą sytuacją? Nie teraz. Teraz wszystko wydaje się tak straszne i niepewne. Nie pocieszają słowa rodziny „będzie dobrze”. Bo nikt na początku drogi dziecka przedwcześnie urodzonego nie ma pewności, że będzie dobrze – teraz i później. Jedyne, co pewne, to to, że rozpoczyna się punkt zwrotny w Państwa życiu (jak u każdego Rodzica). Teraz przed Państwem i Waszym Dzieckiem długa droga, wypełniona szeregiem wizyt u lekarzy, prawdopodobnie długie godziny spędzone na rehabilitacji, stymulacja rozwoju dziecka w domu. Ale pozostaje wiara… i bezwarunkowa miłość do Waszego dziecka! A ja wierzę, że Państwa dziecko będzie walczyło, mając przy sobie Was.
Jedyne, co możecie dać swojemu Dziecku teraz to Wasza obecność, Wasza wiara i nadzieja. Jeśli jest taka możliwość i stan Waszego maleństwa na to pozwala, to dotykajcie się z czułością i mówcie z miłością. A jeśli jeszcze nie teraz, to zostawcie w inkubatorze pieluszkę tetrową z Waszym zapachem.
Teraz jest lęk, jak dotknąć to maleńkie i kruche ciało, ale wierzę, że niedługo nie będziecie wypuszczać go ze swoich ramion…
Wiem, że teraz być może nie ma nawet kocyka, ale wierzę, że niedługo będzie miało najpiękniejszy kącik w domu.
Wiem, że teraz lecą łzy niepewności i lęku, ale wierzę, że za jakiś czas będą to łzy radości z pierwszego najmniejszego sukcesu.
Wiem, że teraz dominujące uczucie to bezsilność, ale wierzę, że od dziś będziecie silni jak nigdy dotąd.
Życzę Państwu dużo odwagi, cierpliwości i wiary. Miłość już jest! I oczywiście gratuluję, bo zdarzył się Cud. Cud narodzin Waszego Dziecka.
mama Hani (28.tydzień ciąży, 845 g, 34 cm)
Ktoś, kiedyś powiedział mi, że wyjątkowe dzieci wybierają sobie wyjątkowych rodziców. Jesteście wyjątkowi. Jak każdy rodzic jest wyjątkowy. Tylko Wy, a w zasadzie my (bo nas jako rodziców Antka z wyzwaniami rozwojowymi też to dotyczy) jesteśmy wyjątkowi na sposób jeszcze bardziej wyjątkowy i to taki, jakiego nikt z nas nie chciał, na który nikt z nas się nie pisał… bo miało być inaczej. Miały być fajerwerki, setki zdjęć uśmiechów, „ochów i achów”, przytulasów, szybki powrót do domu… miało tak być. Stało się inaczej.
Powiedzmy sobie szczerze. Ten czas jest i będzie zupełnie inny niż każdy z nas sobie wyobrażał. Musicie przeżyć go na swój własny sposób przyjmując na siebie więcej niż niejeden rodzic będzie dźwigał przez całe życie swojego dziecka. Jesteście mocarzami. Już teraz. Z perspektywy czasu wierzę, że zobaczycie, że unieśliście więcej nic niejeden dźwiga przez całe życie. Tylko że Wam/ nam nakumulowało się to w pierwszych latach naszego rodzicielstwa. To będzie czas setek pytań i niestety wiele z tych pytań pozostanie bez odpowiedzi. To będzie czas, kiedy złość będzie się mieszała z kompletną bezsilnością, rozgoryczeniem, niezrozumieniem, płaczem, gniewem, bezradnością. Tak. To chyba bezradność w całym tym wachlarzu, na który nie byliście gotowi jest w tym czasie najtrudniejsza. Jest jednak obok Was Wasz cud. Najdroższy skarb na świecie. Zobaczycie z czasem jaką on ma moc, bo to taki Wasz kamyk nadludzkiej mocy.
Nie wiem, co teraz czujecie- bo emocje zawsze są indywidualne, ale chciałbym Wam napisać co ja czułem kiedy urodził się Antek. Antek urodził się z naszej trzeciej ciąży (dwie poprzednie straciliśmy na bardzo wczesnym etapie) a o tym, że urodzi się z rozszczepem wargi i podniebienia dowiedzieliśmy się na badaniach połówkowych. Lekarz powiedział nam wpierw, że będzie chłopiec, później, że jest jednak pewien problem. Powiedzmy sobie szczerze nie tego chce słuchać rodzic, który czeka na swoje dziecko. „Problem”. Słowo, z którym musieliśmy się oswoić zanim Antoś się urodził. Słowo, które pojawiało się przy każdej kolejnej wizycie u każdego innego specjalisty. Każdy był na tym etapie jakby bezradny. „Możecie Państwo jechać tu, może tam, a może tam zoperują” i tak trafiliśmy w tej naszej bezradności do innych rodziców z tym samym problemem. W tydzień wiedzieliśmy już wszystko. Chociaż zanim ten tydzień nastąpił, przepłakaliśmy kilka dni. Musieliśmy się oswoić i przeżyć to wszystko po swojemu. Po tym tygodniu ciemności przyszło otrzeźwienie. Wiedzieliśmy wszystko. Co, gdzie, kiedy, u kogo… dlatego kochani Rodzice już teraz Was proszę jeżeli macie problem, nie bójcie się rozmawiać z innymi rodzicami. Przeszliśmy tą drogę po prostu wcześniej. Nie lepiej, nie gorzej. Inaczej to na pewno… najważniejsze jest to, że przeszliśmy ją wcześniej. Z tymi samymi pytaniami, jakie i Wam towarzyszą i z brakiem odpowiedzi do dzisiaj. Nie wiem, dlaczego My, dlaczego Antoś, za co, na co to komu… czułem się w tym kompletnie zagubiony. A nie powinienem. Oprócz tego, że jestem tatą Antosia z niepełnosprawnościami, jestem też bratem Kuby. Chłopaka- w zasadzie już faceta- z porażeniem mózgowym. Znam więc problem z dwóch różnych perspektyw… skłamałbym gdybym Ci napisał, że byłem gotowy na pojawienie się Antosia. Nie nie byłem. Byłem wściekły, że to na nas trafiło. Nie mogłem sobie z tym poradzić. Całe szczęście była wtedy obok mnie Ania. Były też obok nas nasze rodziny. Wiedziałem że jeżeli jesteśmy w tym razem, mimo, że będzie cholernie trudno, to sobie z tym problemem poradzimy.
Nasze ulubione słowo „problem” pojawiło się też kiedy trafiliśmy w 42 tygodniu do szpitala na poród. Taką datę nam wyznaczył lekarz. Jeżeli nic się wcześniej nie wydarzy, to mieliśmy być właśnie w sobotę w szpitalu. Problem pojawił się na przyjęciu. „Nie ma wód płodowych. Gdybyście przyjechali jutro, to dziecka by już nie było.” Te komunikaty są często bardzo oschłe, docierają z opóźnieniem, ale często sprawiają, że zatrzymuje się cały świat dookoła. Wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Potem zaczęła się walka. O wszystko. Najpierw oddech- bo pojawiło się lekkie niedotlenienie i problemy z oddychaniem. Potem o karmienie. Potem o odbicie po karmieniu, kiedy Ania odciągała mleko co dwie godziny z zegarkiem w ręku każdej nocy, ja karmiłem butelką, i chodziłem czasem 30, czasem 40 minut i odbijałem Antka, żeby Antek się nie zakrztusił. Potem była rehabilitacja. Ciężka. Do granic naszej psychicznej wytrzymałości. Zamiast cieszyć się tym okresem płakaliśmy po każdej rehabilitacji, bo ciężko patrzeć na maluszka, który na serio się męczy, płacze, cierpi. Wiesz, że to może pomóc, ale widzisz jak cierpi. W pewnym momencie powiedzieliśmy dość i terapię Voity zastąpiliśmy NDT Bobath z cudownym rehabilitantem. Te pierwsze momenty, to są też takie chwile, w których zaczynasz dostrzegać w sobie siły, o których nie miałeś pojęcia. Macie w sobie takie siły. Każdy z Was, ale najwięcej ich macie, kiedy w tym wszystkim jesteście razem. Ta kumulacja sił sprawia, że pojawiają się one ze zdwojoną mocą.
Idąc dalej niestety wcale nie było łatwiej. Chciałbym napisać, że u Was będzie inaczej… chciałbym przynieść w tym miejscu nadzieję, że będzie dobrze. Nie wiem jak będzie. Niestety. Powiem jak było u nas : problemy się kumulowały, po rozszczepie wargi i podniebienia (łącznie 3 operacje), doszła wada serduszka (operacyjna), całkowite zwichnięcie bioderka (operacyjne), badania pod kątem niedosłuchu (operacyjnie wkładane dreny do uszu), i opóźnienie psychoruchowe. Najgorsze w tym wszystkim były operacje- powrót naszych starych znajomych sprzed urodzenia Antosia, czyli „problemu” i „bezradności”. To są momenty, w których wiesz, ze nie możesz nic zrobić. Zostawiasz swój skarb- największy skarb- w rękach lekarzy i nic nie możesz zrobić prócz czekania, bycia obok. To są momenty, w których świat się zatrzymuje. Do tego nie idzie się przyzwyczaić. Nie znika z czasem, nic też nie sprawi, że będzie mniej bolało. To są momenty, w których wziąłbyś to wszystko na siebie, byle maluszek już nie cierpiał. Niestety. Nie zrobisz tego. Może właśnie czytacie ten list będąc w podobnej sytuacji. Kiedy bezradnie czekacie na to co się będzie działo. Proszę Was nie przestawajcie wierzyć. Razem. Nie ma większej mocy niż wiara rodzica w tego maluszka, który walczy o wszystko. Walczy nadludzkimi siłami, jak tylko umie, na ile tylko jest w stanie to zrobić. Nie obwiniajcie się, bo nie ma to w tej chwili znaczenia, w niczym Wam nie pomoże. Nie szukajcie przyczyny i winnych. Na przyczyny przyjdzie czas później… warto poszukać, ale u lekarzy, specjalistów w dziedzinie. Jasne, nikt nie jest nieomylny, ale szukając u lekarzy odpowiedzi na tematy medyczne macie pewność, że rozmawiacie ze specjalistą.
Chciałbym teraz móc napisać, że najgorsze za Wami… że teraz będzie lepiej. Niestety. Czekają Was boje o wszystko (właśnie jesteśmy po sprawie sądowej, w której musieliśmy walczyć o odpowiednie orzeczenie o niepełnosprawności), czeka Was nauczenie się, że słowo na CITO często oznacza operację na za dwa lata (chociaż nie zawsze), ale mogę Wam napisać, że każdy dzień, w którym Wasz maluszek zrobi nawet maleńki krok, będzie jak lot na księżyc i z powrotem. Percepcja rodziców dzieci w problemami rozwojowymi zmienia się nieodwracalnie. Coś, co dla innych rodziców- zdrowych dzieci- jest naturalną koleją rzeczy (dla nas przy naszej trójce zdrowych synów tak było), dla naszych wojowników jest często okupione godzinami ćwiczeń, rehabilitacji, łez… i to często dzieje się w środowisku braku zrozumienia… to boli, podcina skrzydła, frustruje, ale ten najmniejszy wypracowany krok, sprawia, że nasze skrzydła odrastają na nowo z większą mocą i siłą. Wiem, że czekaliście na dzień urodzin z ogromnymi nadziejami i oczekiwaniami. Wiem. Miałem tak jako ojciec i mieliśmy jako rodzice. Miałem wszystko poukładane. Stało się inaczej i w tym widzę ogromny dar. Teraz może się to wydawać trudne, ale uwierzcie mi. Jest to ogromny dar. To Antoś sprawił, że jesteśmy jako rodzina w miejscu w jakim jesteśmy, nauczył nas cieszyć się każdą sekundą jaką mamy razem do dyspozycji. Nie, nie przestało boleć. Nie zrzuciłem z siebie frustracji, na to dlaczego on. Nauczyłem się z tym iść dalej, a on jest największym wojownikiem z nas wszystkich.
Kochana Mamo. Chciałbym teraz zwrócić się do Twojego mężczyzny, bo to często jest tak, że to my nie dajemy sobie z tym wszystkim rady. Nie wiem, czy jest to dla nas trudniejsze, na pewno inne.
Tato. Wiem, że jest to dla Ciebie wszystko cholernie trudne. Niezrozumiałe. Mamy w sobie taki mechanizm, który wymusza na nas zrozumienie i powiązanie ze sobą pewnego ciągu przyczynowo- skutkowego, który doprowadził do takiego momentu, a nie innego. Proszę, zostaw to. To nic nie zmieni. Nawet jeżeli jest jakaś przyczyna, na znalezienie jej przyjdzie czas i odpowiednia pora. Teraz jesteś najbardziej potrzebny swojemu dziecku i swojej drugiej połowie. To jest Wasz czas, który musicie przejść razem. Jako rodzice. Wiem, że to przejdziecie razem i wiem też, że to co teraz musicie przeżyć sprawi, że będziecie mieli w sobie moc bomby atomowej, której będziecie potrzebować kiedy będzie trzeba podejść do rzeczy niewykonalnych, pokonać terminy nie do ogarnięcia i sprawy nie do załatwienia. Dlatego jesteś tak bardzo potrzebny. To będzie trudny czas, bo zostaliśmy jako faceci wtłoczeni w schemat, w którym musimy być silni, radzić sobie ze wszystkim, mieć odpowiedzi na wszystkie pytania. A ta sytuacja burzy to myślenie w ułamku sekundy. Masz prawo czuć frustrację, zagubienie, bezsilność. Masz prawo płakać, krzyczeć, nie rozumieć. To naturalne. Obok Ciebie jest jednak kruszynka, która bardzo Ciebie potrzebuje. Czasem męskość zamyka się w tej bezsilnej obecności. Wiem, że jesteś najlepszym facetem jakiego ta kruszynka potrzebuje i wierzę, że dasz radę… że dacie radę, bo jesteście na serio Wyjątkowymi rodzicami. Wyjątkowymi rodzicami których wybrało sobie wasze wyjątkowe dzieciątko.
Ściskam Was z całej siły.
Mikołaj Szykor Tata Antka z problemami rozwojowymi, Michałka, Leosia i Jasia.
Czy ta strona Ci pomogła?
